Szanowni państwo, niedługo będziemy lądować w Los Angeles.
Co tu dużo mówić, jest to książka, która chyba jako pierwsza zachęciła mnie do napisania recenzji. Może nie tyle zachęciła mnie do tego, co wymusiła to na mnie. Czytając zazwyczaj mam w głowie (oczywiście poza przystojnymi bohaterami) własną wersję podobnej opowieści. W przypadku tej książki były to zdania do recenzji. Postanowiłam więc przestać ignorować własny mózg i coś naskrobać.
Pojawia się pytanie, dlaczego ta książka wywarła na mnie
takie, a nie inne wrażenie? Cóż, w gruncie rzeczy czytając ją co rusz dostrzegałam
błędy i niedociągnięcia a mimo to czytałam dalej. Co więcej, uważam, że to
naprawdę dobra lektura.
Story of Bad Boys to typowa pozycja New Adult. Można by się
nawet pokusić na stwierdzenie Young Adult, jako że akcja toczy się przez
pierwsze trzy miesiące pobytu głównej bohaterki na studiach. Liliana Tyler Wilson
(nawiasem mówiąc wspaniałe imię, znacie mnie ;), która nalega, by mówić do niej
per Lili przeprowadza się na drugi koniec kraju (dosłownie, z Maiami do słonecznej
Kaliforni) aby rozpocząć wymarzone studia dziennikarskie. Szybko dowiadujemy się,
że pochodzi z rozbitej rodziny, ale zarówno matka, jak i ojciec ułożyli sobie
życie, a dziewczyna jest szczęśliwa i ma z nimi dobry kontakt. Chce się jednak usamodzielnić
i stąd decyzja o przeprowadzce. Na miejscu okazuje się jednak, że doszło do
wielkiego nieporozumienia i w czasie zapisu na studia uznano, że nasza Lili
nazywa się Tyler Wilson i jest chłopakiem. W związku z czym przydzielono jej
mieszkanie na kampusie z dwoma chłopakami. Jeśli dziewczyna zrezygnuje, nie
tylko nie będzie miała gdzie mieszkać, ale też nie będzie mogła uczęszczać na
zajęcia. Dlatego bohaterka postanawia zaryzykować i wprowadza się do mieszkania
dwóch chłopaków.
Tutaj drobna uwaga ode mnie. Nie wiem, jak to funkcjonuje na
amerykańskich uniwerkach, ale zawsze kojarzyłam mieszkanie na kampusie z
akademikami, małymi pokojami i głośnymi współlokatorami. Lili owszem, mieszka
na kampusie, ale w zwyczajnym mieszkaniu w bloku, w dodatku bardzo nowoczesnym.
Może ktoś zechciałby mi to wytłumaczyć?
Ale wracając do historii, okazuje się, że jeden z nowych
współlokatorów dziewczyny nazywa się Evan i jest wręcz ujmująco grzeczny i
miły. Drugi to Cameron (uważajcie, by przypadkiem nie nazwać go Cam) i jest on
idealnie stereotypowym, tytułowym Bad Boy’em. Nieziemsko przystojny,
wysportowany, chamski i bezczelny. Z miejsca się z Lili nie lubią, chociaż
dziewczyna wielokrotnie podkreśla, że jest ugodowa i nie lubi konfliktów.
Tak sobie mieszkają w trójkę, Lili poznaje ich przyjaciół z
którymi również dogaduje się zaskakująco dobrze. Sama również znajduje własne
towarzystwo: uroczą Grace (stereotypowa nowa przyjaciółka) i luzackiego Sama (gdzieżby
się obyło bez przyjaciela-geja). Jak mówi nam opis na okładce „ci dwaj [Evan i
Cameron] regularnie wracają do domu poobijani” co wprowadza do lektury nutę
tajemnicy i nadaje tempo akcji. Oraz, co chyba samo się nasuwa, daje mnóstwo
okazji do romantycznych zbliżeń przy opatrywaniu ran.
Poza tajemnicą bójek Evana, Camerona i reszty chłopaków, od
samego początku nad bohaterką wisi groźba przeszłości.
PROLOG
Moja najlepsza przyjaciółka tkwi między życiem a śmiercią, a
ja wyjeżdżam.
Z tych słów, a później ze snów Lili, urywków wspomnień i groźnych
SMSów jasno wynika, że w Maiami stało się coś złego. Wraz z kolejnymi
rozdziałami powoli poznajemy tę historię, chociaż troszkę wam zaspoileruję i
powiem, że do końca pierwszego tomu nic się nie wyjaśnia. Serio. Trochę jakby
zabrakło im w drukarni papieru i postanowili resztę przerzucić do drugiej
książki. Szczęście, że miałam od razu obie pod ręką, bo nie wiem co bym zrobiła.
Jednym z najfajniejszych elementów w książce były
bezpośrednie odwołania do innych książek i piosenek. To takie niesamowite
uczucie, gdy bohaterka czyta książkę, którą znasz, albo ogląda serial, który
uwielbiasz. Lub gdy czytając słowa piosenki, czy chociażby tylko jej tytuł
podśpiewujesz ją sobie pod nosem, bo słyszałaś ją milion razy. Dla mnie to taki
miły znaczek od losu, który mówi „jesteś na czasie, wiesz o co chodzi, dobra
robota”. W Story of Bad Boys pojawiają się piosenki Drake’a, Calvina Harrisa, Tegan
and Sara czy Clean Bandit. Wspomniane są takie kultowe produkcje jak W
garniturach, Orphan Black, Wilk z Wall Street czy Pamiętniki Wampirów 😊
Lili w wolnych chwilach czytuje Odlot Jennifer Echols, a jej przyjaciółka porównuje
ją do Tessy z After.
Spodobało mi się również zastosowanie różnych punktów
widzenia. Oczywiście głównym narratorem jest Lili, ale zdarzają się w środku
rozdziału wtrącenia „Z punktu widzenia Camerona” i jest to szczególnie fajne za
pierwszym razem, gdy czyta się opowieść. Taka miła niespodzianka.
Książkę ogólnie rzecz biorąc czyta się całkiem przyjemnie.
Co nie oznacza, że nie mam żadnych zastrzeżeń. Przede wszystkim, czasami miałam
wrażenie, że autorka, zapominała o jakieś istotnej cesze Lili. Na początku na
przykład, dziewczyna jest niesamowicie podekscytowana zajęciami na piątym piętrze,
bo będzie mogła korzystać ze schodów, po których uwielbia się wspinać. Ale
przez pozostałą część książki, zawsze korzysta z windy. Mówi, że jest rannym
ptaszkiem, ale o 6:30 nie może zwlec się z łózka, a 9 rano to dla niej za wcześnie.
Wciąż powtarza, że jest chorobliwie ciekawa i aspiruje do pracy jako
dziennikarka śledcza, ale nie robi nic by rozwiązać tajemnicę posiniaczonych współlokatorów,
która spędza jej sen z powiek. Podczas jednej imprezy przyznaje, że nie
przepada za tańcem w tłumie i preferuje tańce towarzyskie, a potem przy każdej
okazji szaleje na parkiecie.
Na te drobne niedociągnięcia, można przymknąć oko, jednak
według mnie największą wadą Lili, a zarazem stylu pisarskiego pani Aloha są zdrobnienia.
Pojawiają nie niemal na każdej stronie, a ja naprawdę nie mogę się przekonać do
myśli, że dziewiętnastoletnia dziewczyna myśli o ubieraniu kurteczki,
odkładaniu kluczy na szafeczkę i noszeniu majteczek. No bez przesady!
Przeszkadzało mi to do tego stopnia, że starałam się znaleźć na Internecie
oryginał by sprawdzić, jak to brzmi po francusku. Niestety nic nie znalazłam, a
szkoda, bo mogłoby być ciekawie.
Łatwo jest również zauważyć, że jest to pierwsza książka
napisana przez panią Aloha. O ile do fragmentów narracji nie mogę się przyczepić,
o tyle dialogi, zwłaszcza na początku, mocno kuleją. Są proste, krótkie i
pozbawione jakichkolwiek emocji. Z każdą przeczytaną stroną jest trochę lepiej,
ale mimo wszystko utrudnia to całkowite zatracenie się w lekturze.
Jak może podejrzewacie, Feeria Young jest jednym z moich
ulubionych wydawnictw. Książki, które wydają niemal zawsze wpasowują się w mój
gust, poza tym maja śliczne okładki i ogólnie dobrze się je czyta. Tym razem
jednak, wydawnictwo trochę mnie zawiodło. Przede wszystkim z tytułem.
Oryginalny tytuł to Another Story of Bad Boys. Moim zdaniem
wspaniale pasuje do tej książki, ponieważ nawiązuje ona i momentami dość mocno
przypomina młodzieżowe (teraz już chyba mogę tak powiedzieć) klasyki. Jest zły
chłopiec, jest dziewczyna z problemami, jest kumpel-gej, jest nowa wspaniała
przyjaciółka oraz mnóstwo problemów i tajemnic do rozwiązania. Co więcej,
wplecione zostało nawet coś na kształt trójkąta miłosnego. To takie trochę
połączenie Pięknej katastrofy i serii After. Dlatego trochę mi smutno, że skoro
Feeria Young już postanowiła nie tłumaczyć tytułu (na szczęście!) to
postanowiła uciąć go w połowie i zabrać najważniejsze moim zdaniem słowo.
Wydaje mi się, że to „another” było takim trochę prześmiewczym sygnałem od
autorki w stylu: wiem, że to już było, ale chciałam wam opowiedzieć swoją wersję. I wiecie co? Całkiem dobrze jej poszło!
Kolejnym minusem są błędy w druku. Ja wiem, że to jest
pierwsze wydanie itd., ale mimo wszystko... Często zgubione jest „się” lub
składnia jest niepoprawna. Odnosi się wrażenie, że po przetłumaczeniu nikt nie
przeczytał całości przed wydaniem. Niestety. Najbardziej interesujące jest
jednak sarkastyczne słowo „genialnie”. Lili używa go dość często czy to w myślach, gdy zrobi
coś naprawdę głupiego, czy też mruczy je do siebie, gdy sprawy nie układają się
po jej myśli. Co ciekawe, słowo niemal zawsze napisane jest źle. W moim wydaniu
mam wersje: genalnie, genialne, genalne. Momentami należy się zastanowić co ono
w ogóle znaczy.
Podsumowując, uważam, że pomimo wszystkich mankamentów,
Story of Bad Boys to pozycja warta przeczytania. Szczególnie gdy ktoś lubi
takie klimaty. Nie jest jakoś wyjątkowo emocjonująca i raczej nie porusza do
głębi, ale treść trzyma się kupy, a bohaterowie, choć momentami sprawiają
wrażenie nieco przygłupich, są dość dobrze zarysowani. Zdarzają się zabawne
sceny czy zdania.
To książka dobra na wolne, ciepłe popołudnie, kiedy chcemy oderwać się od życia i przeczytać cos ładnego.
To książka dobra na wolne, ciepłe popołudnie, kiedy chcemy oderwać się od życia i przeczytać cos ładnego.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.






Komentarze
Prześlij komentarz
UŚMIECHNIJ SIĘ! :)